niedziela, 19 lutego 2017

Celebrowanie codzienności cz.1

Z czym kojarzy Wam się słowo „codzienność”? Ze spokojem i przyjemnością czy przykrą powtarzalnością i nudą? Jak często słyszycie od znajomych zwroty typu „codzienność mnie przytłacza” , „lepiej się ubrać przeciętnie,  jak na co dzień”, „codziennie muszę to czy tamto”? Ja często. A jeszcze częściej zastanawiam się, od kiedy codzienność ma w naszych ustach taki negatywny wydźwięk.
Zastanów się, ile w ciągu tygodnia jest „wyjątkowych i niesamowitych” chwil i wydarzeń, a ile tych „zwyczajnych”? A w skali miesiąca, albo roku? Nasze życie składa się w większości z tych małych, codziennych elementów, od czasu do czasu przerwanych wyczekiwanym lub wyjątkowym wydarzeniem. Kiedy zdasz sobie z tego sprawę, będziesz bardziej zwracała uwagę na to, jak przeżywasz te „zwyczajne” chwile. Bądź kreatorką i koneserką codzienności, a nie jej bezmyślną konsumentką.
1. Używaj tylko najlepszych rzeczy
Chyba w każdym polskim domu jest kilka rzeczy „na najlepsze okazje” albo „na święta”. Piękna zastawa, obrusy i puchate ręczniki. Podobnie w naszych szafach – są rzeczy „na co dzień” czy „po domu” i te na święta, wyjścia i specjalne okazje. Jak do tego doszło, że zmuszamy się do trzymania naszych najlepszych rzeczy pod kluczem i wyciągamy je tylko wtedy, gdy nadarzy się „okazja”? To przecież czyste marnotrawstwo! Nie rozumiem, dlaczego miałabym nie używać swoich najlepszych rzeczy na co dzień i dzięki temu częściej cieszyć nimi oko. Podobnie jest z naszym strojem – czy fakt, że nigdzie nie wychodzimy obliguje nas do tego, żeby w domu chodzić w niechlujnym ubraniu? Uwierz mi, możesz się pozbyć tych niemożliwych do naprawy ubrań i butów, zaplamionych obrusów których nie sposób już doprać, podartych ręczników i potłuczonej zastawy. Mając mniej rzeczy, ale wyłącznie dobrych, nie tylko zyskasz więcej miejsca, ale przede wszystkim wewnętrzny spokój, gdy nagle z wpadną znajomi, a Ty nie będziesz musiała się zastanawiać, gdzie są kubki z nieoderwanym uchem.
2. Jedz uważnie
Zastanawiałaś się kiedyś, jak wygląda osoba która podjada? Bezmyślnie wiosłuje łyżką całe pudełko lodów przed telewizorem, wpycha do ust okruszki chipsów i ciasteczek, tu chlapnie, tam nakruszy, obejrzy cały mecz albo odcinek Przyjaciół a i tak nawet nie zauważy, że coś zjadła. A przecież jedzenie jest jedną z największych przyjemności w życiu! Dlaczego nie ułożyć jedzenia na ulubionym talerzu, nie zapalić kilku świeczek do kolacji (nawet tej najprostszej) i nie zaparzyć porannej kawy w ulubionej filiżance? Sposób podania to z pozoru mała rzecz, ale skłania do uważniejszego jedzenia, bez całkowicie zbędnego pośpiechu. Nieważne, czy jesz kawior czy sałatkę z tuńczykiem.

3. Odświętna codzienność
Umówmy się: nie ma nic niedorzecznego w świeżych kwiatach na co dzień, w śniadaniach do łóżka częstszych niż raz w roku, paleniu zapachowych świec każdego dnia i używaniu serwetek do posiłku. Obecnie nie jest trudno zadbać o takie szczegóły – wystarczy odrobina chęci. Taki rozsmakowanie się w sztuce dobrego życia wymaga ćwiczeń, ale warto. Zacznij od małych rzeczy. Kup bukiet tulipanów podczas najbliższych zakupów w popularnym dyskoncie. Poszukaj ciekawych zapachów świec i wosków. Korzystaj z serwetki przy posiłku. Śrubuj swoje standardy, zwracaj uwagę na jakość Twojego codziennego życia.
4. Zmień nastawienie
Zapytasz, gdzie w tym wszystkim obowiązki? Nie znikną, ale możesz zmienić do nich podejście.  Jeżeli przykładowo nie lubisz prasować albo wyjmować naczyń ze zmywarki pomyśl o tym jak o okazji do zrobienia czegoś dla siebie. Dlaczego nie posłuchać audiobooka albo wykładów o czymś, co Cię interesuje, na przykład podczas prasowania albo sprzątania? A uczyć się w przytulnym salonie albo w kawiarni? Nawet nie zauważysz kiedy przykre dla Ciebie czynności zostaną wykonane.

5. Doceniaj poranki
Wykorzystaj energię którą masz rano (tak, masz! Dopiero wstałaś i nie musisz przed nikim udawać zmęczonej;) ), by z uśmiechem rozsunąć zasłony, wyjąć umyte naczynia ze zmywarki, nastawić czajnik. Otwórz okno i poczuj świeże powietrze, chłód kafelków na stopach, zapach ulubionej kawy i tostów. Dostrzegaj te momenty, zwracaj uwagę na to co Cię otacza. Nie wyrabiasz się? Nastaw budzik wcześniej, tak, aby zdążyć wziąć kąpiel i bez pośpiechu zjeść śniadanie. Był taki czas, kiedy zaczynając pracę o 7:00 i z perspektywą 2h dojazdu do pracy wstawałam o 4:00 rano. Spokojnie mogłabym spać 40 minut dłużej i wybiegać z domu z językiem na brodzie, ale po co? Zawsze dziwie się mojemu M., który potrafi spać do oporu i świadomie przesuwać drzemki, po czym zrywa się jak poparzony i biegnie do pracy. Doceń poranek, potrafi Cię nastroić na cały dzień, tylko daj mu szansę. :)


czwartek, 9 lutego 2017

Pomysł na kolację - sałatka z łososiem

O ile śniadania i obiady nigdy nie sprawiały mi problemu, to w porze kolacji zawsze miałam kłopot z wyborem tego, co znajdzie się na talerzu. Odkąd staram się jeść odrobinę zdrowiej, polubiłam się z wszelkiego rodzaju sałatkami, a ta którą widzicie poniżej jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych. Nie podaję ilości składników, bo to raczej sprawa indywidualna - co kto lubi. :)


Składniki:
łosoś wędzony
jarmuż lub mix sałat
makaron pełnoziarnisty (ewentualnie kasza lub ryż)
pomidorki cherry
fasolka szparagowa
awokado
pestki  dynii, pinii i słonecznika
koperek
domowy sos vinegret

Przygotowanie:
Makaron gotujemy, odcedzamy i przekładamy na talerz. Przykrywamy dużą ilością sałaty, pokrojonymi pomidorkami i fasolką szparagową. Awokado kroimy w drobną kosteczkę, układamy na sałacie razem z porwanymi plasterkami łososia. Całość posypujemy pestkami i drobno posiekanym koperkiem. Skrapiamy sosem vinegret.

Taka sałatką można się naprawdę najeść. Jest bardzo sycąca, smakuje nie tylko kobietom. Prosto i zdrowo :)
Polecam!

niedziela, 5 lutego 2017

Inecto coconut body lotion - recenzja

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się przeżyć prawie 25 lat bez oznak suchej skóry na ciele. Nie dotyczyło mnie uczucie ściągnięcia po kąpieli i biały „nalot” na skórze. Niestety do czasu. Przez własną niefrasobliwość w kwestii balsamowania, niskie temperatury i niemiłosiernie podkręcone ogrzewanie stałam się niezbyt szczęśliwą posiadaczką skóry suchej. Największy problem stanowią nogi, a dokładniej łydki, które nawet w swoich „nawilżonych” czasach były tą najbardziej suchą częścią ciała.



Podczas jednej z wizyt  w drogerii wpadł mi w oko balsam, którego recenzję przedstawiam poniżej. Pochodząca z wysp marka Inecto specjalizuje się w kosmetykach (do twarzy, ciała i włosów) co najmniej w 90% naturalnych. Wszystkie swoje produkty opierają na olejach kokosowym lub arganowym. Podobnie jest w przypadku tego balsamu, który zawiera ok. 90% naturalnych składników. Całkiem nieźle, chociaż przyznaję, że nie przywiązuję tak dużej uwagi do „naturalności” w kosmetykach. Dla kosmetyczno-ekologicznych freaków będzie to z pewnością ważna sprawa, dla mnie raczej miły bonus.

Opis producenta i skład:



Używanie:
Balsam ma lekką formułę, którą z miejsca polubiłam. Nic mnie tak nie drażni jak tłuste kremy i balsamy, po których działam jak rolka do ubrań, więdz formuła lekkiego lotionu jest dużym plusem. Już teraz widzę, że jest wyjątkowo wydajny, bo już niewielka ilość pozwala na nawilżenie całego ciała. Z pewnością sprawdzi się na skórze normalnej oraz lekko przesuszonej (czyli takiej, jak moja w tym momencie). Producent kieruje produkt do suchej i bardzo suchej skóry. Nie mam pewności czy deklaracja nie jest przesadzona, bo moja skóra nigdy nie sprawiła aż takich problemów. Kosmetyk wchłania się bardzo szybko, pozostawiając na skórze delikatną, przyjemną powłokę. Co najważniejsze – działa na nieszczęsne łydki, po których Muffin zaczynał rysować pazurkami.  <3

Zapach:
To jest kolejny, ogromny plus! Zapach kokosa jest jednym z moich ulubionych, o ile nie pachnie tak, jak niektóre „olejki eteryczne” sprzedawane po 2 zł w osiedlowych sklepikach. Musi być jak najbardziej naturalny, niedrażniący, ale jednocześnie słodki i ciekawie urozmaicony – ten dokładnie taki jest. Zdecydowanie polecam powąchanie go w drogerii, nawet jeżeli, jak moja mama, nie lubicie zapachu kokosa – jej wyjątkowo przypadł do gustu! Wyczuwam go na skórze do 3-4h po nałożeniu balsamu, ale nie koliduje z moimi perfumami i nie wychodzi na pierwszy plan.

Opakowanie:
Nietrudno zgadnąć, że przyciągnęła mnie do niego szata graficzna, a zatrzymała tubka wykonana z miękkiego plastiku (w myślach już ją rozcinałam przy końcówce produktu – czy tylko ja o tym myślę, gdy widzę toporne butle?). Minusem jest sposób zamykania – nie przepadam za tym rozwiązaniem, bo po nasmarowaniu całego ciała można się zirytować przy próbach zakręcenia tubki. Tutaj niezłym rozwiązaniem byłby koreczek na zatrzask. W zasadzie jedynym dobrym.

Cena:
Cena w stosunku do pojemności (standardowej 250ml) i jakości produktu jest zabawnie niska. W drogerii Hebe zapłaciłam za to cudo ok. 15zł.

Czy kupię ponownie?
Prawdopodobnie tak, chociaż biorąc pod uwagę ogromny wybór na rynku kosmetycznym i stale pojawiające się nowości – raczej nie wrócę do niego od razu po wykończeniu tego opakowania. W dalszej przyszłości – chętnie J

Ocena: 9/10