niedziela, 5 lutego 2017

Inecto coconut body lotion - recenzja

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się przeżyć prawie 25 lat bez oznak suchej skóry na ciele. Nie dotyczyło mnie uczucie ściągnięcia po kąpieli i biały „nalot” na skórze. Niestety do czasu. Przez własną niefrasobliwość w kwestii balsamowania, niskie temperatury i niemiłosiernie podkręcone ogrzewanie stałam się niezbyt szczęśliwą posiadaczką skóry suchej. Największy problem stanowią nogi, a dokładniej łydki, które nawet w swoich „nawilżonych” czasach były tą najbardziej suchą częścią ciała.



Podczas jednej z wizyt  w drogerii wpadł mi w oko balsam, którego recenzję przedstawiam poniżej. Pochodząca z wysp marka Inecto specjalizuje się w kosmetykach (do twarzy, ciała i włosów) co najmniej w 90% naturalnych. Wszystkie swoje produkty opierają na olejach kokosowym lub arganowym. Podobnie jest w przypadku tego balsamu, który zawiera ok. 90% naturalnych składników. Całkiem nieźle, chociaż przyznaję, że nie przywiązuję tak dużej uwagi do „naturalności” w kosmetykach. Dla kosmetyczno-ekologicznych freaków będzie to z pewnością ważna sprawa, dla mnie raczej miły bonus.

Opis producenta i skład:



Używanie:
Balsam ma lekką formułę, którą z miejsca polubiłam. Nic mnie tak nie drażni jak tłuste kremy i balsamy, po których działam jak rolka do ubrań, więdz formuła lekkiego lotionu jest dużym plusem. Już teraz widzę, że jest wyjątkowo wydajny, bo już niewielka ilość pozwala na nawilżenie całego ciała. Z pewnością sprawdzi się na skórze normalnej oraz lekko przesuszonej (czyli takiej, jak moja w tym momencie). Producent kieruje produkt do suchej i bardzo suchej skóry. Nie mam pewności czy deklaracja nie jest przesadzona, bo moja skóra nigdy nie sprawiła aż takich problemów. Kosmetyk wchłania się bardzo szybko, pozostawiając na skórze delikatną, przyjemną powłokę. Co najważniejsze – działa na nieszczęsne łydki, po których Muffin zaczynał rysować pazurkami.  <3

Zapach:
To jest kolejny, ogromny plus! Zapach kokosa jest jednym z moich ulubionych, o ile nie pachnie tak, jak niektóre „olejki eteryczne” sprzedawane po 2 zł w osiedlowych sklepikach. Musi być jak najbardziej naturalny, niedrażniący, ale jednocześnie słodki i ciekawie urozmaicony – ten dokładnie taki jest. Zdecydowanie polecam powąchanie go w drogerii, nawet jeżeli, jak moja mama, nie lubicie zapachu kokosa – jej wyjątkowo przypadł do gustu! Wyczuwam go na skórze do 3-4h po nałożeniu balsamu, ale nie koliduje z moimi perfumami i nie wychodzi na pierwszy plan.

Opakowanie:
Nietrudno zgadnąć, że przyciągnęła mnie do niego szata graficzna, a zatrzymała tubka wykonana z miękkiego plastiku (w myślach już ją rozcinałam przy końcówce produktu – czy tylko ja o tym myślę, gdy widzę toporne butle?). Minusem jest sposób zamykania – nie przepadam za tym rozwiązaniem, bo po nasmarowaniu całego ciała można się zirytować przy próbach zakręcenia tubki. Tutaj niezłym rozwiązaniem byłby koreczek na zatrzask. W zasadzie jedynym dobrym.

Cena:
Cena w stosunku do pojemności (standardowej 250ml) i jakości produktu jest zabawnie niska. W drogerii Hebe zapłaciłam za to cudo ok. 15zł.

Czy kupię ponownie?
Prawdopodobnie tak, chociaż biorąc pod uwagę ogromny wybór na rynku kosmetycznym i stale pojawiające się nowości – raczej nie wrócę do niego od razu po wykończeniu tego opakowania. W dalszej przyszłości – chętnie J

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz